X-M1

X-M1

Oficjalnie, niechybnie stałem się fanbojem. Fujifilm. I nie pomogły egzorcyzmy Nikonem Z5, czy D300s. Poważnymi zabawkami dla poważnych fotografików, którzy poważnie traktują spoglądanie przez wizjer, jak oddychanie się traktuje.

Zdjęcia obu Nikonów do ofert już porobione, tymczasem od rana do nocy i przez sen myślę jedynie o strzelaniu z Fuji. Nawet najbardziej prymitywnym i archaicznym (żeby nie napisać vintydż) X-M1, które zrobiło zdjęcie z okładki tego wpisu.

Przecież Z5 to pełna klatka, a w ogóle nie nęci. D300s z kolei to czołg. Tego z pewnością mógłbym zostawić jako broń. Jest szybki i poręczny, ale co z tego. Podczas pierwszego spaceru po mieście jedyne co chciałem osiągnąć to 'Classic Chrome' matacząc balansem bieli. Podobnie zresztą z Z5, z tym, że tutaj jest więcej możliwości ingerencji w efekt i chyba prawie niemal mi się udało.

Naprawdę chciałem polubić Nikona Z5, ze wszystkich sił. Uważam, że to system z przyszłością. A sam Z5 doskonale się trzyma. Tyle tylko, że nie lubię robić nim zdjęć.

Co innego X-M1.