Podwórka
Niegdyś tak żywotne, pełne gwaru, ludzkiej ciżby, rozbieganej dziatwy. Dziś jakby echo dawnych czasów odbija się od ceglanych ścian kamienic. Trąci pustką, jakby wszyscy spali. A tu, kolejni potomkowie spieniężają babciowe lub ciocine, za garść srebrników oddając dorobek minionego pokolenia. Zapach tych wszystkich świąt, rocznic, urodzin, sąsiedzkich schadzek, na stałe wrył się w drewniane drzwi, zapraszające na dziedziniec kamienicy.
Ile zostało w nas z tych czasów? Ułamek.
Po sobie widzę, jak błądzę.
Kontrastem, nie więcej niż 100 metrów od ceglanych domków i pachnących przyjemną stęchlizną podwórek, powstały twierdze współczesnej myśli, architekci aż pieją. Malunek damy na ścianie, oh, artyści tu byli. Wszyscy domniemani właściciele, najmujący i najemcy tupali z zachwytu. Oh i ah, wtórowały lokalne media.
Takie odczucia miotały mną podczas krótkiego spaceru po Gdańskiej dzielnicy Siedlce. Z jednej strony widziałem nowoczesne, zamknięte osiedla, z drugiej zaś stare, ceglane domki, zadbane, ale bez życia.