Postprodukcja...

Postprodukcja...

...nie jest potrzebna, kiedy okazuje się, że zdjęcia z aparatu wyglądają lepiej przed jakąkolwiek ingerencją niż po niej.

Te słowa mogę odnieść, póki co, tylko do jednego aparatu w mojej kolekcji - Fuji X-Pro1. Ten staruszek robi tak dobre zdjęcia samodzielnie, że nie potrzebuje dodatkowych usprawnień. Wielokrotnie już zaniechałem nawet najdrobniejszych poprawek, ponieważ w moich oczach burzyły oryginalną harmonię zdjęcia.

Zmieniając kontrast, tony, dodając ostrości czy usuwając winietę wydaje mi się, że zdjęcia robione tym cackiem tracą na wartości. Nawet, jeżeli oryginał technicznie nie są idealny. Wolę tenże.

Zdjęcie z okładki jest jednym z przykładów, które próbowałem delikatnie (naprawdę tyci tyci) podrasować w DxO. Wersja po usprawnieniach wyglądała jakoś tak, zwyczajnie, płasko, bez polotu.

W odniesieniu do innych aparatów, z których korzystam, delikatna edycja w DxO zawsze przynosi poprawę, a nastrój nie ucieka, gdzie pieprz...

Dla kontrastu, zdjęcia z Panasonic'a G7, prosto z karty wyglądają na takie jakby powleczone niebiesko-różową emulsją. Coś z tymi kolorami jest nie tak. Dopiero w DxO, np. przy użyciu profilu Classic Chrome, zaczyna się robić ok.