Dryfując w kierunku wyspy Fuji
Dotarł dziś X-Pro1, niegdysiejsze marzenie, dzisiejsze spełnienie. Pierwsza generacja X-Trans, w najlepszym wydaniu.
Czegóż chcieć więcej. Zacząłem już wyprzedawać nieużywany sprzęt. Nie potrzebuję aż tyle.
Oglądając zdjęcia z Fuji, zastanawiam się nad sensem istnienia innych systemów (w moim małym fotograficznym świecie). Być może najnowsze Sony a9 zrobi zdjęcie wyraźniejsze, zrobi je szybciej, jednak zdjęcia z Fuji prócz ostrości mają jeszcze 'to coś' co sprawia, że chce się na nie patrzeć.
Tak samo, jak chce się je robić. Wygląd i ergonomia aparatów Fujifilm wybija ponad przeciętną. Zachęca do robienia zdjęć, dając radość z samego obcowania z tym sprzętem.
Bynajmniej, nie zamierzam gloryfikować Fuji. Zdążyłem się już naczytać o przeróżnej maści bolączkach tego systemu, mam ich świadomość. Zdążyłem też kilku doświadczyć. Podobnie jak z innymi systemami. Każdemu można coś zarzucić.
Na samym końcu zawsze jest zdjęcie, które jest albo nie jest warte spojrzenia.
Zdjęcie z okładki to jedna z pierwszych klatek zrobionych X-Pro1, dziś rano.