2023 - rok drogi
Oto podsumowanie roku 2023, roku drogi, jak mi się jawi ów.
Początek roku, kilka nieśmiałych spacerów z G7 czy popsutym GX80. Pojawiła się wówczas gwiazda niezaranna Fujifilm X-E2 (do tej pory mój ulubieniec).
GF1 z 42.5mm to kombinacja niesamowicie wydajna. Wystarczyło wyjść na Żoliborskie podwórko, by strzelając tu i ówdzie cieszyć się fotograficzną lekkością zdobywania najlepszych możliwych ujęć.
Początek roku, wciąż stolica, nic dobrego prócz kilku ujęć choinki.
Luty, marzec - zawirowania, rozmyślania, niepewność. Droga. Aparat zawsze gotowy, ale niezbyt w użyciu. Zbyt dużo na barkach.
Kwiecień... życiowo i fotograficznie, spełnienie marzeń. Codziennie rano mogę spacerować plażą. Niesamowicie fotogeniczne poranki nad morzem sprawiają, że zaczynam wierzyć w fortunę losu.
Sprzętowo, Canon M, Fuji X-M1, Samsung NX1000. Próbuję. Coś tam sprzedaję, coś tam kupuję. Jest dobrze, ale mam za dużo sprzętu.
Wiosna, morze, naturalnie piękne okolice sprzyjają robieniu zdjęć, aniżeli myśleniu o sprzęcie. To dobrze. Sprzedaję wszystko co nie jest mi potrzebne, zarabiam sporo forsy...na kolejne zakupy.
Mijają wakacje, lipiec deszczowy, sierpień przepiękny. Nie pamiętam nic szczególnego z tego okresu, prócz tego, że było miło, sielsko.
Rok szkolny, obowiązki względem systemu i społeczności. Ehh.
Fotograficznie, lepiej. Staram się wkleić z aparatem gdzie tylko się da. Spacer z rodziną, zakupy w pobliskim markecie, odprowadzenie dziecka do szkoły (200m od morza). Cokolwiek, to się liczy, i daje bezmiar radości.
Koniec roku, jestem jeszcze bardziej świadomym sprzętowo zapaleńcem. Skupiając się na M43 i Fuji zaspokajam swoje nieGASnące rządze na posiadanie niezliczonej ilości różnej maści sprzętu.
W tym roku zrobiłem kilka fajnych zdjęć. Takich, które lubię oglądać, których wartość artystyczna być może nie jest szczytowa, ale za to ta emocjonalna wybija ponad przeciętną. Po to to foto.